READING

„Na mlecznej drodze” – Emir Kust...

„Na mlecznej drodze” – Emir Kusturica

Gorący bałkański kociołek. 

Kto tęsknił za Kusturicą sprzed lat, ten dostaje Kusturicę w pełnej krasie, z całym inwentarzem gospodarza! Komu grał w duszy „Underground”, ten przypomni sobie emocje, jakie wówczas przeżywał, oglądając „Mleczną drogę”. Po ponad dekadzie reżyser wraca do formuły, za którą go pokochano i dzięki której stał się jednym z bardziej charakterystycznych europejskich twórców filmowych. Z pełnym rozmachem i jakby dając upust twórczej energii kumulowanej od lat! Nie tylko napisał scenariusz i wyreżyserował, ale także nie tylko odgrywa główną rolę, ale i wykonuje muzykę w filmie. Roztacza przy tym na duży ekran sporo czaru i pomimo wieku (63 lata) wręcz chłopięcy urok.

Bohaterowie „Mlecznej drogi” egzystują tak, jakby wojny w Jugosławii nie było. Codzienne życie toczy się mimo ostrzałów i wybuchów w tle, a mleczarz Kosta (Emir Kusturica) dowozi żołnierzom pożywienie. Na osiołku, z bańkami na mleko przytwierdzonymi do jego boków, dzień w dzień truchta przez linię frontu, co najwyżej rozpościerając nad sobą parasolkę, żeby osłonić się przed spadającymi na niego odłamkami. Pozostali bohaterowie oddają się codziennym czynnościom, pracując lub kombinując w wojennych czasach, wychowują dzieci,  planują śluby. I dla Kosty zaplanowane jest wesele. Związek zaplanowała kochającą się w nim pełna temperamentu Milena, będącą przed wojną utytułowaną … gimnastyczką. Milena ma serce równie gorące jak porywcze. Milenę gra Sloboda Milacovic, tworząc energiczną i wyrazistą rolę kontrastującą ze spokojnym aktorstwem Bellucci. Kosta ze stoickim spokojem i nieodłącznym papierosem w kąciku ust znosi, co mu los szykuje. Ale kiedy we wsi pojawia się tajemnicza kobieta (Monika Bellucci), wszystko przestaje zmierzać do zaplanowanego finału. Bellucci zaskakująco dobrze odnajduje się w bałkańskiej stylistyce, jakby z ulgą przyjmując rolę wyzutą z ładnych kreacji i eleganckich planów. Gra z wyczuciem i umiarem. A wraz z Kusturicą tworzą jeden z najpiękniejszych duetów kochanków w kinie europejskim. Kadrom z ich udziałem oddał reżyser wiele uwagi i staranności – spójrzmy chociażby na plakat do filmu odzwierciedlający jedno z ujęć czy poniższy kadr.

Kusturica najpewniej czuje się w stylistyce rodem z „Undergroundu”, do którego nawiązuje „Mleczna droga”. Choć w żadnym z jego filmów od czasu tego dzieła z 1995r. nie brakło groteski, realizmu magicznego i tego jedynego w rodzaju poczucia humoru, to czuć, że Kusturica kocha rozmach i tempo i w takiej stylistyce odnajduje się najlepiej. W „Mlecznej drodze” czerpie bez umiaru z bałkańskiego gorącego kulturowo kociołka, wyciągając z niego miłość i śmierć, czułość i przemoc, sporą garść realizmu magicznego i komizm, który za chwilę przeradza się w łzy. A to wszystko w szerokich plenerach, przy wojennych wybuchach i detonacjach, w strugach deszczu i w palących promieniach słońca. Pokazuje zapierające w dech panoramy, rozległe równiny, surowe piękno gór. Główny bohater skacze z wodospadu, pływa w ciepłych i wędruje – wszystko w celu ukazania piękna swojego kraju. W każdym kadrze tę miłość do ojczyzny widać.  Kusturica jak nikt potrafi oddać w grze swoich filmowych bohaterów szaleństwo rodaków ze wszystkimi ich przywarami. Jak dobry wujek pokazuje nieokiełznaną energię, prostą mądrość, temperament i czułość. Kobiety kochają do szaleństwa, a wąsaci mężczyźni oddają życie za ojczyznę. A kiedy tylko mogą, piją, śpiewają i cieszą się, że żyją tańcząc do upadłego przy gorącej bałkańskich rytmach.

Nie oszczędzono nam wszelkich obrazów brutalności wojny – przemoc przeplata się z licznymi scenami śmierci. Mnogość batalistycznych scen i wielu, wielu zmarłych ukazują bez litości dla widzów bezpodstawność ludzkich konfliktów. Jakby dla kontrastu Kusturica sięgnął też po, niepamiętaną przeze mnie z wcześniejszych filmów, symbolikę przyrody. Zewsząd otaczają go zwierzęta – najlepszym nieodłącznym kumplem Kosty jest sokół, a osiołek wozi go cierpliwe, gdzie Kosta zechce. Węże nie raz ratują życie, motyl zwodzi ścigających główną parę bohaterów żołnierzy, stado owiec daje im schronienie przed ostrzałem. Jednak te wszelkie oczywiste metafory, ckliwa symbolika oraz różnorakie przejawy sentymentu zdają się uchodzić reżyserowi na sucho. Dlaczego?

Ponieważ są reżyserzy, którzy filmy przez jednych kochane bezwarunkowo przez innych są nie do zniesienia i Emir Kusturica właśnie tego rodzaju dzieła tworzy. Oprócz skrajności w interpretacjach krytyków i odmienności w sympatii widzów dodatkową trudnością dla reżysera tego nowego filmu było zmierzenie się z własną legendą.  Stanął na wysokości zadania, tworząc w koprodukcji z USA, Meksykiem i Wielką Brytanią dzieło kipiące temperamentem i zadziwiające rozmachem.  Jednak po wielu latach potem, dziesiątkach obejrzanych filmów i w tak odmiennej rzeczywistości Europy, nic nie wróci przeżytych wówczas emocji i zachwytów jak przy „Undergroundzie”.

Ale „Na mlecznej drodze” ma spore szanse powodzenia w Polsce, bo kochamy bałkański folklor i tego filmowego chuligana Emira Kusturicę …

Scenariusz i reżyseria: Emir Kusturica

Obsada: Emir Kusturica („Wdowa św. Piotra”, „ Kryptonim Farewell”, „ Czas Cyganów”, „Podwójny blef”), Monica Bellucci („Spectre”, „Malena”, „Asterix i Obleix: Misja Kleopatra”), Sloboda Mićalović („Zona Zamfirova”, „Pljačka Trećeg rajha”), Nataša Ninković („Śmierć człowieka na Bałkanach”, „Pułapka”, „Wybawca”, „Zawodowiec”)

Produkcja: USA, Meksyk, Wielka Brytania, Serbia, 2016

Dystrybucja: Kino Świat


COMMENTS ARE OFF THIS POST