READING

„Trwaj przy mnie” Elisabeth Strout

„Trwaj przy mnie” Elisabeth Strout

Stany Zjednoczone, schyłek lat 50’. Czasy zimnej wojny, satelity Sputnik krążącej po orbicie i budowania schronów przeciwatomowych. Nowa Anglia, małe miasteczko na północy. Na jego skraju akry pól i lasów ciągnące się milami, a wśród nich stary dom. Do tego miejsca prowadzi nas Elisabeth Strout w ostatniej powieści wydanej w Polsce, a drugiej w karierze autorki. Czytając „Trwaj przy mnie”, nietrudno sobie to miejsce wyobrazić, bo Strout pisze prozą soczystą i wyrazistą. Zagłębiając się w kolejne strony czytelnik czuje się, jakby oglądał film o małym, surowym i sennym miasteczku na północy Nowej Anglii. West Annet zamieszkuje niewielu mieszkańców, a panuje w nim hierarcha niczym w więzieniu, a ciepło – to dosłowne jak i w przenośni – nie jest czymś często spotykanym. W tym miejscu przyszło objąć urząd pastora młodemu, żarliwie wierzącemu Tylerowi Caskey’owi. Jego parafia jest nieduża, ale Caskey jest niezwykle oddany pracy i parafianom, sam wiodąc skromne i ubogie życie u bogu swoich dwóch małych córeczek. Po niedawnej śmierci ukochanej, pięknej żony, wiedzie egzystencję jakby z rozpędu, nie do końca będąc obecny w codziennym życiu. Kocha córki, ale pochłonięty rozpaczą i szczerym powołaniem, wiecznie zamyślony, nie jest zdolny  odpowiednio się o nie zatroszczyć.

Tymczasem kościół jest centrum działań dla mieszkańców, tu toczą się dyskusje i zebrania rady nadzorczej kościoła, spotkania żon, kółko dobroczynne, działa przykościelna szkółka niedzielna. Cotygodniowa msza jest jedną z nielicznych, oprócz ustawicznych ploteczek, rozrywką i miejscem spotkań wszystkich mieszkańców. Pastor ma sporą rolę do odegrania i mnóstwo spraw, którymi musi się na co dzień zająć. Jest oddany wiernym, a ci chętnie korzystają z jego rad i zarzucają go swoimi potrzebami i problemami, a czasem zbyt natarczywą chęcią pomocy.

„Trwaj przy mnie” to studium mężczyzny, któremu z racji pełnionej funkcji i specyfiki miejsca, jakim mu się przyszło zajmować, nie dane jest przeżyć żałobę i spokojnie oddać się smutkowi – wszak to od niego wymagane jest wsparcie. Na niego zwrócone są oczy wszystkich mieszkańców i przy jego funkcji purytańscy wierni wymagają czystości i krystalicznych działań. Tymczasem Caskey czuje się coraz bardziej zagubiony, jego wiara przeżywa kryzys, a córeczka, pozostawiona sama sobie, zachowuje się wciąż krnąbniej. Caskey zaczyna w oczach swoich konserwatywnych parafian dokonywać niestosownych wyborów i zachowywać się nieodpowiednio, na przykład zanadto według nich zbliżając się do swojej gospodyni. Zapiekli w swoich poglądach i zrażeni duchową nieobecnością swojego poczciwego pastora powoli zaczynają się doszukiwać w jego działaniach drugiego dna i zwracać przeciwko niemu …

Margaret Strout nie byłaby sobą, gdyby poświęciła się jedynie jednemu bohaterowi. Biorąc na celownik West Annet tworzy szeroką panoramę atmosfery panującej w Stanach schyłku lat pięćdziesiątych, środowisko duchownych, oddaje atmosferę Nowej Anglii i ówczesne małomiasteczkowe obyczaje. Zbliża się do wielu bohaterów, celnie rysując ich obraz i docierając do motywów działań. Jednak nawet ci z nich, którzy rzeczywiście popełnili haniebne uczynki, zostają za pomocą motywów swoich działań całkowicie usprawiedliwieni. Strout poddaje pod wątpliwość istotę dobra i zła, ale finalnie zwycięża samo dobro. Kobieta pozbawiająca życia staruszki chciała uwolnić je od cierpienia, surowa matka jest taka, ponieważ chce dobra syna, a mąż zdradzający swą żonę zapała do niej ponownie tkliwością. Dobro zwycięża na wszelkich polach zabierając jednocześnie fabule powieści wiele prawdy i autentyczności.

Strout buduje historię w skomplikowany sposób, tworzy złożoną strukturę retrospekcji i porusza wiele wątków. Swobodnie przechodzi od bliższych do dalszych planów i od jednego bohatera do kolejnego. Czyni to w bardzo zręczny sposób, w historii roi się od osobowości i wielorakich tematów, jednak można dostrzec, że w przyszłych powieściach skonstruuje fabułę w bardziej misterny sposób. Na początku powieści, mimo że przez większość czasu narracja prowadzona jest w trzeciej osobie, Strout ma manierę „wtrącania się” do niej we własnej osobie, w dodatku w liczbie mnogiej: „dzisiaj, w dniu, od którego postanowiliśmy zacząć tę opowieść, jest pogodnie i słonecznie …” – na szczęście zarzuca ją jednak po pewnym czasie.

Wśród wielu wątków poruszonych w powieści, a jest tu rzecz i o miłości, stracie, naturze i  psychologii oraz wychowaniu, wybija się wątek poświęcony wierze. Jest on jednym z dogłębniej ukazanych, (siłą rzeczy ze względu na profesję głównego bohatera), ale sporo miejsca pozostawiła Strout na zagadnienia teologiczne i historię religii. Czyni to za pomocą Caskeya żarliwie rozważającego kwestie duchowe przy okazji przygotowań do cotygodniowych kazań, przywoływanie tychże, jego rozmów ze swym przełożonym wykładającym w seminarium czy w końcu przez cytowanie biblii i dzieł ulubionego świętego Tylera.

Wszystko to sprawia, że książka wyróżnia się wśród pozostałych tej autorki religijnym motywem, skłaniając do refleksji i powolnego czytania. Proza Strout jest  łagodna, historia toczy się spokojnie, zbaczając często na opisy surowych i pięknych nowoaangielskich krajobrazów. Autorce towarzyszy uczucie czułości wobec własnych bohaterów i podskórna nostalgia. Czyta się „Trwaj przy mnie” jakby oglądając dobry film, co jest charakterystyczne dla jej prozy. Jakby powiedziała Elisabeth Strout, „zaopatrzmy się w chłodne i ciemne jesienne wieczory w kubek parującej herbaty i, spoglądając na ciemność panującą za oknem, spędźmy wieczór z moją powieścią”. Rzecz idealna na tę porę roku.

Dziękuję Wydawnictwu „Wielka Litera” za współpracę.

Elisabeth Strout, „Trwaj przy mnie”

Tłumaczenie: Ewa Westwalewicz-Mogilska

ISBN: 978-83-8032-223-3
Data wydania: 19.09.2018
Liczba stron: 368
Rodzaj okładki: twarda
Rozmiar: 205×135
Cena detaliczna: 39.90zł

RELATED POST

COMMENTS ARE OFF THIS POST